Wydarzenia | Wywiady | TOP 10 | Showbiznes | Język indonezyjski | Biznes PL-IND | Kontakt
 
 
 
 
Paulina Worm - stypendystka i studentka II roku filologii indonezyjsko-malajskiej Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. W Indonezji była po raz pierwszy. Specjalnie dla Czytelników portalu Moja-Indonezja.pl prosto z Indonezji opowiada o swoich wrażeniach, które prezentujemy właśnie w tym miejscu.

Z Indonezji: Paulina Worm
23/07/2011 - NIE LUBIĘ!!! Oto mój ranking ;-)

Dzisiaj opowiem o tym, czego tu nie lubię. A jest kilka takich rzeczy ;-) 

Miejsce pierwsze

Na pierwszym miejscu lądują cziczaki. Niestety, nie znalazłam polskiego odpowiednika na określenie tych stworzonek (może i stety bo w Polsce ich nie ma!). Cziczaki (cicak po indonezyjsku) to takie małe jaszczurki, które zazwyczaj łażą po ścianach, są bardzo wrażliwe, boja się ludzi, ich przekąską są komary, małe muszki, insekty. Cziczaki pojawiają się nocą, przechadzają się np. po ścianach mojego pokoju i są absolutnie NIEGROŹNE. To dlaczego ich nie lubię? Nie znoszę ich obecności, sam ich widok mnie przeraża, to jak szybko uciekają i jeszcze to, że są bardzo głośne. To niesamowite, jak takie małe zwierzątka mogą wydawać taki dźwięk. Przypomina to jaszczura ze śpiewem ptaka. Oczywiście gwoli ścisłości: one boją się ludzi więc nic nam nie mogą zrobić, cziczaki jedzą złośliwe komary i pod żadnym pozorem nie są groźne. Ale całą sobą ich egzystencji nie znoszę i ich nie polubię. Może i kiedyś uśmiechnę się jak będę je wspominać, ale nie do śmiechu mi teraz, kiedy to przez nie, śpię w nocy przy zapalonym świetle. 

Miejsce drugie

Na drugim miejscu umieszczam jam karet („gumowa godzina” w tłumaczeniu indonezyjskim). Indonezyjczycy nie przykładają aż tak wielkiej wagi do punktualności. Nie wszyscy oczywiście, ale na moje większość. Spóźniają się po 40 minut, przychodzą po dwóch godzinach opóźnienia, każą na siebie długo czekać. Należy jednym słowem uzbroić się w cierpliwość. Należy, bo innego wyjścia nie ma. Polecam posiadanie przy sobie jakiejś książki, gazetki bo zawsze można uprzyjemnić sobie czekanie lekturą. Nie chcę oceniać stylu życia Indonezyjczyków, to, że czasem im nie śpieszno, to nie znaczy, że są leniwi, bezczelni czy niepoważni. Po prostu czas tu płynie inaczej, spokojniej, wolniej. Ale ja osobiście tego nie lubię, nie znoszę czekania, sama zawsze staram się być na czas. Jam karet zdecydowanie na nie.

Miejsce trzecie

Na trzecim miejscu umieszczę „Hallo Mister!!!”. Co mam na myśli, już objaśniam. Gdy wybieram się gdziekolwiek witają mnie ludzie, zaczepiają w różny sposób np. słowami „Hallo Mister!” (poważnie, dla nich jestem Mister czyli jakoby pan). Nie uważam, żebym przypominała mężczyznę, ale tu w większości każdy turysta to mister. Zabawne. Padają jeszcze pytania: skąd pochodzę i czy ich lubię. O np. ostatnio usłyszałam z drugiej strony ulicy: Hej mister, lubisz mnie (już po przetłumaczeniu)? i co mogłam odpowiedzieć? – no toć, że lubię! Co mnie w tym drażni?- czasem po prostu nie mam już siły odpowiadać każdemu na pytania, czasem drażni też to, że gwiżdżą za mną, klaszczą, wszystko chcą wiedzieć. Ale muszę dodać- oczywiście nie wszyscy są tacy natarczywi.

Miejsce czwarte

Chcesz coś kupić - targuj się! Osobiście nie posiadam tak dużej zręczności i śmiałości w targowaniu się, ale znalazłam swój własny sposób na to - gdy cena jest wygórowana odchodzę powoli od stoiska, gdy sprzedawca chce coś sprzedać, krzyczy za mną: lebih murah czyli taniej! Co mnie drażni w tym: a to, że gdy sprzedawca widzi obcokrajowca, cena jest bardzo wysoka np. (scena z życia wzięta) za koszulkę orang Indonesia, czyli Indonezyjczyk, płaci 25 tysięcy Rupii a orang Polandia, czyli Polak, 75 tysięcy Rupii (w porę orang Polandia się zorientuje i nie kupi bluzki, a szkoda bo ładna była). Turysta musi też zwrócić uwagę na wydawaną mu resztę, tu płacimy w setkach, tysiącach, może nam się dwoić i troić w portfelu, ale na resztę zwracać trzeba uwagę. Nie raz w nieładny sposób wydano mi mniej pieniążków. Dobra strona tej wady - ktoś kto lubi się targować będzie usatysfakcjonowany.

Miejsce piąte

Traktowanie zwierząt. Nie raz widziałam tu pokaleczone koty i za każdym razem pytając o weterynarza, śmiano się ze mnie. Oczywiście nie mówię, że wszyscy traktują źle zwierzęta, albo, że nie ma tu weterynarzy, gdzieś są... Raz usłyszałam coś przerażającego: „chcesz spróbować psa?” – o matko i córko! Nigdy w życiu! Rozumiem, że to jest inna kultura, ale psy i koty kocham i oburzają mnie takie pytania. Nic więcej do tego tematu nie dodam, chciałam tylko napomknąć. A i takie nawyki jedzeniowe nie są powszechne i nie wszędzie się tak jada. Uff...

Miejsce szóste

Indonezyjczycy nie mówią wprost. Ja osobiście też zawsze staram się nie urazić rozmówcy i najzwyczajniej w świecie owijam w bawełnę, zamiast powiedzieć „nie”. Ale tu… Wiele razy ja i moi współtowarzysze w podróży próbowaliśmy poskładać to, co wiemy w całość np. odnośnie jutrzejszych zajęć. Przykład: Jessica wie, że zajęcia będą jutro na 100 %, ale nie wie jeszcze gdzie, Patu słyszał, że może w pałacu a Ina nie jest pewna, ale mówili jej, że o 9 rano może. Czyli reasumując: zajęcia jutro o 9 rano w pałacu. I co się okazuje: fakt, zajęcia są, ale inne niż przewidywano, w pałacu, ale innym a godzina przesunięta na 10.30…

< późniejszy wpis | czytaj dalej >

 
 
 
 
 

Twój adres e-mail