Wydarzenia | Wywiady | TOP 10 | Showbiznes | Jezyk indonezyjski | Biznes PL-IND | Kontakt
 
 
 
 
W Indonezji, kraju oddalonym od Polski o 23 godziny lotu samolotem mieszka ponad 250 milionów ludzi. Wśród nich przebywała Katarzyna Warchoł. W Indonezji była po raz pierwszy. Specjalnie dla Czytelników portalu Moja-Indonezja.pl opowiada o swoich wrażeniach, które prezentujemy właśnie w tym miejscu.

Z Indonezji: Katarzyna Warchoł
13/01/2012 - Orang sukses !

Człowiek sukcesu? Tak właśnie się czuję po odbyciu 30-dniowego postu! :] Silniejsza? Jak najbardziej, przynajmniej mentalnie;) Bardziej cierpliwa, łagodniejsza? No to się dopiero okaże;) Czy zdrowsza? Wątpliwe, ale okazem zdrowia nigdy nie byłam;) Usatysfakcjonowana? W 100 %! I nie tylko ja sama, bo wiem, że dumni są ze mnie, wszyscy moi tutejsi przyjaciele:) Co teraz myślę o Ramadhanie? Że to faktycznie coś niesamowitego, co skłania do myślenia o innych, a nie o sobie. Jestem niezwykle wdzięczna za to nowe doświadczenie, którego z pewnością po powrocie do Polski powtórzyć mi się już nie uda;) Było warto, tym bardziej, że teraz wszystko smakuje ze zdwojoną siłą! A smakiem kopi hitam (tradycyjnie po indonezyjsku) nie mogę się nacieszyć! Z resztą nie tylko kawy, bo dniem kończącym Ramadhan jest święto Idul Fitri, w tym roku obchodzone po raz 1432., a obfitujące w niesamowite ilości jedzenia. Tradycyjnym daniem jest ketupat, czyli ryż pakowany w przeplatane liście palmowe. Ta i inne świąteczne potrawy (ale i te codzienne), mnóstwo słodyczy i przekąsek, których nazw nie byłam w stanie zapamiętać, przygotowywane są z myślą o gościach, którzy przez kilka dni wizytują swoje domy. Nawzajem, jednakże zwykle z zachowaniem reguły: młodsi do starszych. Po co? Oczywiście, żeby się spotkać, często z niewidzianymi przez rok członkami rodziny, przyjaciółómi. Ale Lebaran (powszechna nazwa Idul Fitri) to przede wszystkim tradycja przepraszania się i proszenia o wybaczenie za możliwe doznane krzywdy i przykrości. Brzmi pięknie, choć oczywiście jest to nadużywane (w moim mniemaniu) np. przez polityków reklamujących swoją partię poprzez wszechobecne w telewizji „Mohon Maaf Lahir dan Batin” („Przepraszam fizycznie i mentalnie”). Ale i tak, w moim tradycyjnym miasteczku, ten zwyczaj może zachwycić. Miałam okazję przyjrzeć się temu z bliska, korzystając z zaproszenia dyrektora szkoły, w której odbywam praktykę. Zaproszenia od niego i jego całej rodziny, z którymi pozostaję w dosyć bliskiej relacji. Byłam więc świadkiem świątecznej modlitwy, podczas której siedząc wśród kobiet na Sadżdżadzie, czyli modlitewnym dywaniku, próbowałam pojąć kolejność skłonów na wydźwięk słów „Allah Akbar” („Bóg jest niewyobrażalnie wielki”). Następnie obserwowałam owe przeprosiny dzieci do rodziców i sama starszych od siebie przepraszałam. Szczególnie dołączając do tzw. jalan-jalan, czyli rundki po domach krewnych rodziny mnie zapraszającej. Nie jestem w stanie powiedzieć z iloma osobami się w tych dniach witałam. Z kilkoma dwukrotnie, bo moja pamięć do twarzy, tym bardziej tutejszych, pozostawia wiele do życzenia;) Ale spotkania w gronie wielu ludzi, w tych dniach ciągle uśmiechniętych i żartujących, a przede wszystkim wspólne zajadanie potraw, siedząc jak zawsze na podłodze, to było jak najbardziej miłe przeżycie:)

Za mniej przyjemne można uznać nie mające końca fajerwerki, a szczególnie petardy o wyjątkowo mocnym dźwięku. W zasadzie słychać je było każdego dnia podczas Bulan Puasa, ale apogeum osiągnęły w noc poprzedzającą Hari Raya Idul Fitri. Noc niezwykle istotną dla Muzułmanów, podczas której czas spędzają na rozmowach w gronie najbliższych, jako, że nigdy nie jest pewne czy w tym samym składzie spotkają się za rok. Młodsi spędzają czas na placach i ulicach, podziwiając sztuczne ognie bądź też uczestnicząc w paradach motocykli, samochodów i raczej mało bezpiecznych, przeładowanych ludźmi (kilkadziesiąt osób) mini ciężarówek. Co więcej, wielu niepilnowanych nastolatków celowo i bez skrupułów rzuca petardy pod nogi. Pod moje także, no ale cóż... niegrzeczne dzieci są wszędzie, a i nie wszyscy muszą, i raczej nie będą, mnie tu kochać. Dobrze chociaż, że trwa to tylko kilka dni;)
Kilka dni zablokowanyh przez samochody ulic, pełnych gości domostw i uroczystości „Halal Bihalal”, które polegają właśnie na wzajemnym przepraszaniu i wspólnym jedzeniu. Także i dla mojej społeczności – nauczycieli, takie spotkanie zostało przygotowane, a jego nieodłącznym elementem musi być uwielbiane, w gronie moich towarzyszy, karaoke;) Po powrocie do szkoły natomiast, „oczekujemy” przeprosin ze strony uczniów, wszystkich uczniów! Co wygląda nie inaczej, jak przyjmowanie Salim (tradycyjnego powitania starszych przez młodszych, poprzez przytulenie dłoni osoby witanej do własnego policzka, czoła) od ustawionych w kolejce 700 uczniów;) I choć może się to wydawać śmieszne (a tak na pewno wygląda) i robi wielkie zamieszanie, to ja jak najbardziej podziwiam, a śmiem nawet powiedzieć, że jestem zachwycona, takim kultywowaniem tradycji przez naród indonezyjski:) A nie tylko to jest tutaj piękne... ale więcej to już może następnym razem;) da da!

 

poprzedni wpis > 
 
 
 

moja-indonezja.pl

Twój adres e-mail